Homilie ks. Tomasza

 

11 niedziela zwykła B, 2021

Bracia i Siostry – W dzisiejszych czytaniach istotnym symbolem jest drzewo. W Biblii pojawia się ono już w Księdze Rodzaju, gdzie jest mowa o drzewie życia. Występuje też w psalmach i księgach prorockich. W Starym Testamencie jest ono przede wszystkim znakiem siły życiowej; w drzewach bowiem każdej wiosny odnawia się ona, wybuchając świeżą zielenią, gdy odrastają liście. W ten sposób symbolicznie nawiązują one do wiecznotrwałego życia. Drzewem szczególnym, ze względu na jego prosty i wysoki pień oraz przyjemny zapach był cedr, zielony przez cały rok. Według psalmisty jest on znakiem człowieka sprawiedliwego,[1] a lasy cedrowe na Libanie są symbolem Królestwa Bożego i Jego ludu.[2]

W księdze proroka Ezechiela, której fragment usłyszeliśmy w pierwszym czytaniu, sięgające nieba drzewa wysokie i pyszne z powodu swej wysokości,[3] są też symbolem pychy. W tym czasie były nimi również dwie potęgi, na przemian zniewalające Izraela: Babilonia i Egipt. Symbolika ta jest tłem i treścią tego czytania,[4] które odnosi się do wydarzeń z roku 597 a. Ch, kiedy to król Nabuchodonozor uprowadził do niewoli króla izraelskiego Jojakina, ów wierzchołek cedru, a z nim wybranych Judy. Osadzony przez Jojakina w Jerozolimie Sedecjasz, nie ufając Bogu i wbrew zaciągniętym wobec Babilończyków zobowiązaniom, wszedł w sojusz z Egiptem przez co złamał daną przysięgę. Było to kolejne, po zerwaniu przez Izrael przymierza z Bogiem, wiarołomstwo, które owocuje klęską i niewolą ludu, postrzeganą jako kara za niewierność.

Dziś usłyszeliśmy jednak obiecujące zakończenie tej historii, proroczą zapowiedź w której Bóg, przez Ezechiela, zapowiada odrodzenie swego ludu. To słowa: Wezmę wierzchołek z wysokiego cedru i zasadzę, z najwyższych jego pędów ułamię gałązkę i zasadzę ją na górze wyniosłej i wysokiej. Na wysokiej górze izraelskiej ją zasadzę. Ona wypuści gałązki i wyda owoc i stanie się cedrem wspaniałym.[5]

Ostatecznym spełnieniem tej zapowiedzi – wizji proroka, są jednak dopiero czasy mesjańskie, które początkuje i wypełnia Jezus Chrystus. Daje temu wraz św. Marek, który w pierwszej części spisanej przez siebie Ewangelii, której fragment usłyszeliśmy, odpowiada na pytanie kim jest Jezus. Odpowiedź ta brzmi: przez cuda Jezus objawia się jako Mesjasz, a ważnym punktem tej Ewangelii jest wyznanie Piotra pod Cezareą Filipową: Ty jesteś Chrystusem.[6] W odczytanym urywku też pojawia się drzewo, symbol Królestwa Bożego, które wyrasta z najmniejszego ziarna. Pozornie wydaje się ono ginąć w rzeczywistości tego świata. Jak bardzo jednak pozory mylą! To z tego ziarenka wyrasta prawdziwe drzewo, co wypuszcza wielkie gałęzie, tak, że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu. Tak właśnie rozrasta się Królestwo Boże.

Siostry i Bracia – Słuchając dzisiaj zapisanych w czytaniach proroctwa i alegorii, możemy powiedzieć że, alegorycznie, historia zbawienia toczy się wśród drzew, od rajskiego drzewa życia i poznania dobra i zła, aż do Drzewa Krzyża, pieczętującego ostateczne nadejście Królestwa Bożego, które zastąpi pełne nieprawości imperia ziemskie. Dla nas ważne jest to, byśmy już wszczepieni w Boże Królestwo zawsze byli drzewami zielonymi, przynoszącymi dobre owoce.

Amen.



[1] Por. Ps. 92,13.

[2] Por. Iz 35,1-10.

[3] Por. Ez 31,10n.

[4] Tamże, 17,1-24.

[5] Tamże, 17,22-23.

[6] Mk 8,29.

10 niedziela zwykła B, 2021

Bracia i Siostry – Księga Rodzaju, czyli księga genealogii, początków, pierwsza księga Biblii, w trzech rozpoczynających ją rozdziałach rysuje dwa obrazy. Pierwszy z nich jest przepiękny, ukazuje bowiem Boga Stwórcę, który wszechmocnym Słowem wszystko stwarza, czyniąc swe dzieło pięknym i dobrym. Tak to całe stworzenie łączy harmonia miłości i jedności ze Stwórcą. Mowa tu jest również o początku, o absolutnym charakterze tego aktu i daru, który objawia wewnętrzne życie Boga, który Jest Miłością i wszystko uczynił z miłości.[1] Z tego obrazu Boga wyłania się odbicie podobnego do Stwórcy[2] człowieka, który współtworzy tę harmonię miłości, a umieszczony przez Boga w raju, żyje w pierwotnej szczęśliwości. Tyle pierwszy obraz.

Obraz drugi stał się pozbawionym już nieskazitelnego piękna kiczem, a jego opis przywołuje pierwsze czytanie. Jego głównymi bohaterami są: ukazany pod postacią węża Szatan i człowiek, reprezentowany przez pierwszych ludzi Adama i Ewę, którzy w tym momencie bardziej zawierzyli Szatanowi i jego podszeptom, wyzwalającym pychę bycia jak Bóg. Odrzucili w ten sposób Boga i miłość Stwórcy, i ukryli się przed Nim odkrywając, że są nadzy. Ta nagość jest zarazem symboliczna, mówi bowiem, że człowiek, który w rajskim ogrodzie uwielbiał Boga swoim istnieniem, miłością i twórczą pracą, odrzucając Go utracił swoją godność i na całe stworzenie sprowadził zło grzechu i śmierci.

Ten pierwszy grzech niszczy pierwotną harmonię o której mówi Pismo i psuje też relację miedzy mężczyzną i kobietą. Adam oskarża Ewę o zachęcenie go do grzechu, a przy okazji oskarża też Boga, ponieważ to On postawił u jego boku Ewę. Ta z kolei winę zwala na węża. Jak bardzo Siostry i Bracia ten właśnie zamęt towarzyszy i naszemu życiu. Ile razy winimy innych za nasze niepowodzenia, oskarżamy ich, a ile razy o wszystko mamy pretensje do samego Boga, mówiąc choćby tak: dlaczego właśnie ja, dlaczego mnie to spotyka. Sami przy tym czujemy się niewinni i zapominamy o własnej grzeszności, o zaniedbaniach, często o złej woli i całym katalogu grzechów, które na co dzień popełniamy. Bóg jednak, Który jest Miłością,[3] nie przestaje miłować człowieka, dlatego szuka go, woła po imieniu „Gdzie jesteś” i zapowiada nadejście Mesjasza – Zbawiciela.[4]

Ewangelia poprzedzona psalmem 130, który jest wołaniem grzesznika o przebaczenie i wprowadzona śpiewem radosnego Alleluja, jest proklamacją Jezusa Chrystusa, który walczy z Szatanem. Tego nie chcą dostrzec faryzeusze i uczeni w Piśmie, stąd ich fałszywe oskarżenia wygłaszane pod adresem Pana. To w tym kontekście Jezus mówi o grzechu przeciw Duchowi Świętemu, a ta mowa, równocześnie, skierowana jest do nas wszystkich. Grzech ten bowiem nie polega wyłącznie na wystawianiu na próbę Bożej cierpliwości i Opatrzności, ale również na odrzuceniu Jezusa Chrystusa jako Syna Bożego i Zbawcy. W praktyce oznacza to bowiem zarzucenie kłamstwa Duchowi, który daje świadectwo o Jezusie.

Bracia i Siostry – prośmy dzisiaj Pana, by nasz duch, ten wewnętrzny człowiek o którym mówi św. Paweł w drugim czytaniu,[5] w największych nawet trudnościach otwierał się na Bożą moc i pozwalał Duchowi Bożemu się prowadzić.

Amen



[1] Por. Benedykt XVI, Verbum Domini, Kraków 2010, s. 13.

[2] Por. Rdz 1,26.

[3] Por. 1J 4,7-8.

[4] Por. Rdz 3,9-15.

[5] Por. 2Kor 4,13-5,1.

Boże Ciało B, 2021

Siostry i Bracia – Dzisiaj uroczystość Bożego Ciała w czasie której – jeśli pozwolimy i Pan otworzy nasze serca i umysły – będziemy w sposób szczególny zgłębiać tajemnicę Ciała i Krwi Pańskiej, zamkniętą w otoczce chleba i wina. Jeszcze dwa lata temu bardzo uroczyście obchodziliśmy to święto, idąc ozdobioną trasą w uroczystej procesji do czterech ołtarzy. Dziś, po raz drugi, nadal z powodu pandemii, nie pójdziemy razem. Pozostaniemy w kościele. Ale to pozostawanie w kościelnej ciszy może się stać wyjątkową adoracją i pomóc nam w zgłębianiu tajemnicy Eucharystii. Nasz udział w święcie odbędzie się więc wewnątrz i będzie to bardzo intymna wieczerza, przypominająca tę z odczytanej Ewangelii; wieczerzę samego Pana Jezusa z uczniami. Tak oto, jak wówczas, „Nauczyciel pyta: gdzie jest dla mnie izba, w której mógłbym spożyć Paschę z moimi uczniami?”.[1] Dziś my jesteśmy tymi uczniami, którzy razem z Jezusem siedzą przy paschalnym stole. I jesteśmy też tymi, którym Pan, jak w drodze do Emaus, Pisma wyjaśnia i dla nas połamie chleb, byśmy Go poznali w czasie tej wieczerzy. Mówi nam więc Chrystus o chlebie, który staje się Jego Ciałem i o winie przemieniającym się w Jego Krew, tą samą co spływała z krzyżowych ran. Ciało i Krew Chrystusa za nas wydane.

I mówi nam też Pan słowami z 1. Listu świętego Pawła do Koryntian, że nasze ciała są członkami Chrystusa,[2] i dalej, w kontekście Eucharystii, o Kościele: „Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało”.[3]Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, (…), tak też jest z Chrystusem. Wszyscy bowiem w jednym Duchu zostaliśmy ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało (…). Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi [Jego] członkami”.[4] Tak więc na ołtarzu, obok tajemnicy Ciała i Krwi Pańskiej, złożona jest też tajemnica Jego Kościoła; jest obecny Kościół, tak dziś lekceważony przez wielu. Stąd „Amen” wypowiadane podczas Komunii św. jest „tak” powiedzianym Chrystusowi, ale jest także „tak” powiedzianym Kościołowi i naszym siostrom i braciom.

Spróbujmy zastanowić się i przez chwilę pomyśleć, jak to objawienie dane nam przez Chrystusa i w Chrystusie, możemy przełożyć na życie codzienne. W ten sposób bowiem całe nasze życie połączy się z Eucharystią. Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje, pijcie, to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów.[5] W tym zawiera się sens słów Chrystusa: „to czyńcie na moją pamiątkę”.[6] Czyńcie to dla innych, czyńcie to tak, jak Ja wam uczyniłem. Dawanie siebie innym dla dobra Chrystusowego Ciała, którym jest Kościół. I w tym właśnie, w życzliwości i dobru, kryje się tajemnica prawdziwej radości, bo jak mówi Pan „Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu”.[7]

Amen.



[1] Mk 14,15.

[2] 1Kor 6,15.

[3] Tamże, 10,16-17.

[4] Tamże, 12,12-13 i 27.

[5] Por. Mt 26,26-28.

[6] Łk 22,19.

[7] Dz 20,35.

Niedziela Trójcy Świętej B, 2021

Siostry i Bracia – W niedzielę Trójcy Świętej jako główny temat pojawia się sam Bóg, a raczej niezwykłość i tajemnica Jego istoty. A wprowadza nas w nią fragment z Księgi Powtórzonego Prawa, który ma charakter mowy pożegnalnej, testamentu Mojżesza pozostawionego Narodowi Wybranemu w przeddzień jego wejścia do Ziemi Obiecanej. Mojżesz przypomina w nim Izraelitom nakazy Boga Jahwe dane ludowi na Synaju, górze na której Stwórca mu się objawił. Dalej ostrzega przed lekceważeniem tych nakazów i przed bałwochwalstwem, a w końcu przypomina wielkość i znaczenie wybrania tego narodu. To słowa: „Zapytaj dawnych czasów, które były przed tobą, zaczynając od dnia, w którym Bóg stworzył człowieka, zapytaj (…). Czy słyszał jakiś naród głos Boży z ognia, jak ty słyszałeś…”.[1] Całość jest refleksją nad wielkością, wszechmocą i jedynością Boga Objawienia, Boga Jahwe.

Dziś my, Bracia i Siostry, jak ongiś Mojżesz, podejmujemy próbę rozważania tajemnicy Boga, w pełni objawionej przez Jezusa Chrystusa. To słowa Pana zapisane przez św. Mateusza, w rozdziale kończącym tę Ewangelię. A słowa te są niezwykle ważne i moglibyśmy je nazwać „eksplozją” Boga, który w tym momencie objawia się jako Wspólnota Miłości, wspólnota Trzech Osób: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody słyszymy – udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.[2]

I chociaż ta objawiona troistość Boga jest dla nas chrześcijan, w znaczeniu prawdy wiary oczywista, to wciąż stajemy przed tajemnicą jedności trzech różnych osób Boskich, tajemnicą zasadniczo niepojętą, gdyż Ojciec, Syn i Duch Święty mają jedną, tę samą boską naturę i są jednym Bogiem. Niewiele bowiem z tego rozumiemy, nawet wówczas, gdy tajemnicę jedności Boga określamy jako tajemnicę miłości Ojca do Syna i Syna do Ojca w Duchu Świętym.

Nieco więcej możemy o Bogu powiedzieć, gdy rozważamy tajemnicę stworzonego na Obraz Boży człowieka, zdolnego do miłości. Ten gest Bożej miłości pozwala stworzeniu – przez miłość właśnie – poznawać Stwórcę. O tej zasadniczo jedynej możliwości poznawania Boga pisze św. Jana Apostoł w swoim pierwszym liście: „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością”.[3]

A jednak człowiek stając przed Bogiem musi, jak Mojżesz uznać Jego tajemnicę. W tym kontekście pokora to akceptacja własnej przygodności i uznanie wielkości Stwórcy, Wielkości Boga w jedności Trójcy Świętej.

Dziś my – Bracia i Siostry – schylamy głowy przed tajemnicą Boga, prosząc GO o pokorę i miłość, o te cnoty, które pozwalają człowiekowi jednoczyć się z Ojcem, Synem i Duchem Świętym, tu na ziemi i w wieczności.

Amen.



[1] Pwt 4,32-33.

[2] Mt 28,19.

[3] 1J 4,7-8.

Niedziela Zesłania Ducha Świętego, 2021

Bracia i Siostry – Dzieje Apostolskie, których fragment słyszymy w dniu Pięćdziesiątnicy, w dniu Zesłania Ducha Świętego, szkicują nam prawdziwie nieziemski obraz, na którym uczniowie Jezusa znajdują się razem. Nagle, zrazu w tle, daje się słyszeć coraz głośniejszy i intensywniejszy szum z nieba, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, który napełnił cały dom.[1] Ten pozaziemski charakter wydarzenia podkreślają towarzyszące mu znaki: ogień i wiatr. Już w Starym Testamencie pojawiają się one w opisach objawień Boga. Tak jest choćby w Księdze Wyjścia opisującej objawienie się Boga Jahwe ludowi,[2] a w Księdze Ezechiela symbolizują one również działanie Jego Ducha.[3] W Dziejach Apostolskich ważne jest to, że napełnił ON nie tylko budynek w którym przebywali uczniowie, ale i ich samych. „Ukazały się im też jakby języki ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić”.[4]

Tak wyglądało zstąpienie Ducha Świętego, Ducha Prawdy, którego posłanie obiecał uczniom Jezus Chrystus. W dzień Zielonych Świąt tę obietnicę musimy usłyszeć w kontekście innych, ważnych słów Zbawiciela: „Poznacie prawdę i prawda was wyzwoli”.[5] To dzisiaj bowiem Duch Święty nam przypomina Bożą Prawdę, tę najważniejszą, o której mówił Pan Jezus apostołowi Tomaszowi, gdy zapowiadał swoje odejście do Ojca: „Ja jestem drogą i prawdą i życiem”.[6] Droga zawsze kojarzy się z celem do którego prowadzi. W tym zaś wypadku tym celem jest prawda, która w Chrystusie nas wyzwala i obdarza życiem. To obietnica Chrystusa: „Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy”.[7] Tak oto Jezus Chrystus jest drogą po której do poznania całej prawdy prowadzi człowieka Duch Święty, który jest naszym przewodnikiem.

Jak więc wygląda nasze poznawanie tej wyzwalającej nas Bożej prawdy i jaka jest nasza wolność wynikająca z prowadzenia przez Ducha Świętego. Prowadzenia mnie, konkretnego człowieka, z moim imieniem i z moim nazwiskiem. Skonfrontujmy dzisiaj siebie i swój udział w tym Duchowym prowadzeniu ze Słowem Bożym, z drugim czytaniem z Listu św. Pawła do Galatów,[8] a także tym zapisanym w Liście do Rzymian: „…wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać <Abba>, Ojcze”.[9]

Prawda i wolność. Jak często zapominamy o tym, że te wartości się przenikają, stąd co rusz postępujemy wbrew wynikającej z tego logice, czyli kłamiemy i zakłamujemy samych siebie, sądząc, że tak właśnie staniemy się wolni! Poznacie prawdę i prawda was wyzwoli – to prawo Ducha Bożej Miłości, Ducha Prawdy, Ducha Świętego, Który zstępuje na każdego z nas. A ja – powtórzmy to – konkretny człowiek, z moim imieniem i z moim nazwiskiem, mogę Go przyjąć, lub odrzucić.

Amen.



[1] Por. Dz 2,1-11.

[2] Por. Wj 19,16 i 19.

[3] Por. Ez 37,9-14.

[4] Dz 2,3-4.

[5] J 8,32.

[6] Tamże, 14,6.

[7] Tamże, 16,13.

[8] Ga 5,16-25.

[9] Rz 8,14-15.

Wniebowstąpienie Pańskie – 7. Wielkanocy B, 2021

Bracia i Siostry – Św. Łukasz kończąc opis wniebowstępowania Pana Jezusa stwierdza, że apostołowie „wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba”.[1] Potem wrócili do Jerozolimy, gdzie jednomyślnie trwali na wspólnej modlitwie „razem z niewiastami, z Maryją, Matką Jezusa, i z braćmi Jego”.[2] Wówczas to, możemy powiedzieć po raz pierwszy oficjalnie, wystąpił św. Piotr mówiąc o zdradzie Judasza i konieczności uzupełnienia grona Dwunastu. Tak oto, z wyraźną pomocą Ducha Świętego wybrano Apostoła Macieja.

Ten krótki, Łukaszowy opis rozpoczynający Dzieje Apostolskie, mówi więc o samych początkach Kościoła, który po wniebowstąpieniu Pana Jezusa wkracza w rzeczywistość tego świata, do którego posłał go Pan. To „wkraczanie” dokumentują słowa zanotowane przez św. Marka w odczytanej przed chwilą Ewangelii: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony,; a kto nie uwierzy, będzie potępiony”.[3]

Te dwa fragmenty, przywołane w niedzielę Wniebowstąpienia Pańskiego, stawiają nam konkretne pytania: co dla nas, co dla mnie znaczy wpatrywać się w Jezusa, i dalej: co dzisiaj oznacza wierzyć i głosić Ewangelię.

Odpowiedź na oba te pytania odnajdujemy w tych samych Dziejach Apostolskich. W rozdziałach 6. i 7. ukazują one bowiem osobowość pierwszego męczennika, św. Szczepana, który „pełen łaski i mocy, działał cuda i znaki wielkie wśród ludu”.[4] Na pewno możemy powiedzieć, że Szczepan tę łaskę i moc czerpał z Chrystusa, w którego obecności żył i w którego się wpatrywał. Świadczy o tym choćby jego wystąpienie, mowa i świadectwo dane przed Sanhedrynem, wyjaśniające dzieje Izraela od Abrahama począwszy, jako dzieje zbawienia, spełnione w Jezusie Chrystusie, ukrzyżowanym i zmartwychwstałym. Zakończenie tej mowy wieńczy męczeństwo Szczepana, który „pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga”.[5] Wpatrywał się w niebo, to znaczy – powtórzmy – żył w obecności Pana Jezusa, Który, parafrazując Ewangelię, współdziałał z nim i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły.[6]

Dziś – Siostry i Bracia – nikt nie wymaga od nas męczeństwa na wzór św. Szczepana i milionów, także współczesnych męczenników za wiarę w Jezusa Chrystusa. Każdego jednak z nas dotyczy pytanie: co dzisiaj oznacza wierzyć i głosić Ewangelię, choćby tak, jak współczesny, piętnastoletni błogosławiony Carlo Acutis. A zatem czy ja, na co dzień żyję w obecności Chrystusa i czy daję tego świadectwo w zwykłych sprawach, w tych szarych czynnościach, które każdego dnia podejmuję. I wreszcie, czy tę szarość przenika światło mojej wiary, mojego codziennego świadectwa o Chrystusie.

Amen.



[1] Dz 1, 10.

[2] Tamże, 1, 14.

[3] Mk 16, 15-16.

[4] Dz 6, 8.

[5] Tamże, 7, 55; por. rozdział 7.

[6] Por. Mk 16, 20.

6 niedziela Wielkanocna B, 2021

Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej!”[1] – oto Bracia i Siostry wezwanie dzisiejszej niedzieli, wezwanie, które kieruje do nas Pan. A słyszymy je w kontekście czytanego też dzisiaj fragmentu z pierwszego Listu Świętego Jana. Usłyszeliśmy w nim zachętę: „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest Miłością”.[2]

Znać Boga, trwając w Jego miłości. Przesłanie to wydaje się proste. Dla każdego przecież jest oczywiste to, że miłość do ludzi przejawia się w byciu życzliwym, otwartym, zdolnym do dialogu, do rozmowy i do trwania z bliźnimi mimo trudności, mimo sporów, wzajemnych obiekcji, a czasem wręcz niechęci. To pokonywanie tych i innych przeciwieństw w naszym wspólnym życiu staje się miarą naszej miłości. Miłować kogoś to znaczy także być zdolnym do przyjmowania ofiarowywanego dobra. To znaczy umieć otworzyć serce, by tam wniknął dar miłości, który został nam dany. To wreszcie poczucie wdzięczności, które wyzwala w nas chęć obdarowywania braci jeszcze większą miłością.

Z drugiej jednak strony jest to przesłanie niełatwe i trudne poznawanie Boga, Który, przez to właśnie, tak często pozostaje dla nas Bogiem dalekim. Sam Chrystus wskazuje na trudność takiego poznawania Boga i trudność przyjmowania przez świat Ducha Miłości, Ducha Prawdy, „Którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna”.[3]

Mówiąc o świecie, który nie zna Ducha Miłości, Zbawiciel ma na myśli nie zaskakujący wielorakim pięknem krajobrazów świat przyrody, który zwłaszcza teraz gdy zakwita mówi nam o pięknie i wielkości Boga. Ale ma na myśli wewnętrzny świat człowieka. To właśnie tu, w ludzkim wnętrzu, miłość musi stawać się strukturą człowieka, jego fundamentem i sposobem myślenia, w którym dominować będzie nie moje ja, moja korzyść, mój kaprys, ale życzliwe nastawienie do drugich, gotowe do wyrzeczeń, często rezygnacji z siebie i do służby na wzór Jezusa Chrystusa, „Który nie przyszedł aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu”.[4]

Miłość zobowiązuje chrześcijan do zachowania przykazań Chrystusa. Ale też daje możliwość dotarcia do każdego człowieka, zwłaszcza tego, który zagubiony, czuje się odrzucony przez Boga i ludzi. I taka dopiero postawa jest trwaniem w miłości Boga i jest odpowiedzią na zaproszenie Pana: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał”.[5]

Amen



[1] J 15,9.

[2] 1J 4,7-8.

[3] Tamże, 14,17.

[4] Mt 20, 28.

[5] J 15,16.

5 Wielkanocy B 2021

Bracia i Siostry – Dzisiaj Pan Jezus w swej Ewangelii posługuje się obrazem winnego krzewu, do którego się porównuje. W obrazie tym corocznymi odrostami – pędami są Jego uczniowie, a więc jesteśmy i my. Ważna jest zawarta tu myśl, że te latorośle, ich istnienie i życie całkowicie zależą od tego właśnie Chrystusowego winnego krzewu. Jest w tym obrazie, w jego symbolice, odbicie opisanej w Księdze Rodzaju sceny stwarzania człowieka przez Boga, który tchnął w człowiecze nozdrza ożywiające tchnienie życia.[1] I dopóki człowiek nie odrzucił tak ofiarowanej mu Bożej Miłości, póki był zjednoczony ze Stwórcą – Źródłem Życia – przez miłość właśnie, był prawdziwie wolny, także od śmierci. Ona bowiem, jak mówi Pismo „weszła w świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy [przez grzech] do niego należą”.[2]

To dlatego z taką mocą woła Pan: „Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. (…). Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić”.[3]

Przypowieść o winnym krzewie wyjaśnia jeszcze jeden ważny szczegół. Otóż każda owocująca, to znaczy złączona z krzewem latorośl, już w starotestamentalnej alegorii o winnicy jest przedmiotem szczególnej troski Ojca, przedstawianego pod postacią ogrodnika. Do tego obrazu nawiązuje też Chrystus. To bowiem Bóg Ojciec, każdą gałązkę przynoszącą owoc oczyszcza i pielęgnuje, aby wydała owoc jeszcze większy i obfitszy. Latorośle natomiast, które nie owocują odcina, zbiera je i wrzuca w ogień, gdzie płoną zamieniając się w popiół.

Pozostają jeszcze – Siostry i Bracia – pytania wynikające z tej przypowieści, kierowane do każdego z nas, skoro dzisiaj my jesteśmy jej słuchaczami. Co znaczy więc dla nas trwanie w łączności z Chrystusem i przynoszenie ewangelicznego owocu we własnym wnętrzu? I dalej, jak ja, jako osoba owocuję i jak, w tym właśnie kontekście rozumiem swoje powołanie do człowieczeństwa, i chrześcijaństwa, do wybranego przez siebie zawodu, do życia w rodzinie, którą założyłem lub w której wzrastam. Jak wreszcie pojmuję i jak rozumiem codzienne trwanie w Jezusie Chrystusie, także w duchu czytanego dzisiaj fragmentu z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła: „Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą”.[4]

Czynem pojętym jako moja osobista odpowiedź na tę Prawdę jaką jest dla mnie Jezus Chrystus. To On bowiem sprawia, że ja – trwając w Nim i przynosząc owoc – wzrastam jako człowiek i staję się bardziej prawdziwy. Módlmy się zatem dzisiaj o to, by każdy z nas przynosił owoc, owoc obfity.

Amen.



[1] Por. Rdz 2, 7.

[2] Mdr 2, 24.

[3] J 15, 4-5.

[4] 1J 3,18.

 

4. Wielkanocy, Dobrego Pasterza B, 2021

Bracia i Siostry – w odczytanej Ewangelii usłyszeliśmy słowa Pana Jezusa, który mówi o sobie „Ja jestem dobrym pasterzem”.[1] Zdanie to już na wstępie rodzi pytanie, co znaczy być dobrym pasterzem, choć jednocześnie poprzedza je z gruntu powszechna w wielkomiejskim środowisku niewiedza, kim tak naprawdę jest, czym się zajmuje i co w ogóle znaczy słowo pasterz. Warto więc przypomnieć, że od najdawniejszych czasów opiekujący się stadami owiec pasterz, był jednocześnie postacią symboliczną, a określająca go nazwa pojawiała się też wśród tytułów królewskich, czyli przywódców rządzących i z założenia opiekujących się narodami.

Taki właśnie obraz Boga Jahwe powołującego swój lud, który prowadzi przez wieki przygotowując zbawienie ludzkości, pojawia się już w Starym Testamencie. A gdy nadeszła pełnia czasu i zesłał Bóg Syna swego zrodzonego z Niewiasty, byśmy mogli otrzymać przybrane synostwo,[2] w czasie Nowego Przymierza, rolę tę przyjmuje Chrystus. I tu powraca pytanie, co znaczy być dobrym pasterzem. Odpowiedź daje nam sam Pan Jezus mówiąc, że „Dobry Pasterz daje życie swoje za owce”. To tej prawdy, tego objawienia, dziś my jesteśmy świadkami. Dopiero co przeżywaliśmy, pandemiczny wprawdzie Wielki Tydzień, a teraz uczestniczymy w jego owocach, w Eucharystii, w czasie której uobecnia się, czyli staje się objawianą nam rzeczywistością śmierć, zmartwychwstanie i u wielbienie Chrystusa! Powtórzmy zatem: tak oto i my, tutaj i teraz stajemy się świadkami tych wydarzeń.

Nie tylko więc możemy, ale wręcz jesteśmy do tego powołani, by jak święty Piotr przemawiający do przełożonych ludu i ich starszych, którzy pod groźbą cierpienia i śmierci zakazywali apostołom przemawiać w imię Jezusa, w Jego właśnie Imię głosi prawdę o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa.

Dzisiaj to my mamy wieścić prawdę wszystkich zbawczych wydarzeń, bo jak pisze święty Jan w odczytanym fragmencie jego 1. Listu: niepojętą miłością obdarzył nas Ojciec. Zostaliśmy bowiem nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy.[3] Ten świat jednak nie rozumie tego i nie chce przyjąć tej prawdy, bo nie poznał Jego.[4] Ta sytuacja określa więc nasze zadania, zadania uczniów Chrystusa. A mówi o nich sam Pan w czasie Ostatniej Wieczerzy, bardzo precyzyjnie je określając. To te zdania: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”.[5]

Siostry i Bracia – to mówi Pan: Po tym poznają.

Amen



[1] Por. J 10, 11-18.

[2] Por. Ga 4, 4-5.

[3] Por. 1J 3, 1-2.

[4] Tamże.

[5] J 13, 34-35.

3. Wielkanocna B, 2021 r.


Bracia i Siostry – dziś my, na nowo, stajemy się świadkami Zmartwychwstałego Pana. Słyszymy bowiem relację uczniów, którzy zwątpiwszy w Ewangelię Jezusa Chrystusa, Którego mieli być świadkami, wracali do swoich dawnych zajęć, bo się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela.1 Nadto nie uwierzyli świadectwu kobiet, które zastawszy pusty grób miały widzenie aniołów zapewniających, że Jezus żyje. To dlatego nie poznali Zmartwychwstałego, oczy ich były bowiem niejako na uwięzi, a uszy zamknięte gdy Pisma im wyjaśniał. Poznali Go dopiero przy łamaniu chleba, gdy przybliżywszy się do wsi do której szli, zatrzymali się na wieczerzę. Wtedy wrócili śpiesznie do Jerozolimy i opowiedzieli pozostałym, co ich spotkało w drodze.

A gdy jeszcze mówili, sam Jezus stanął wśród nich, czując zaś uczniowski strach i trwogę – sądzili bowiem, że widzą ducha – ukazał im ręce i nogi, pozwolił się dotykać,2 i raz jeszcze tłumaczył wątpiącym Pisma, mówiąc że tak miało być, że Mesjasz miał cierpieć, miał umrzeć i zmartwychwstać, i kolejny raz pozwolił się dotykać, by tak jak poznający otaczający ich świat niewidomi i oni mogli Go rozpoznać po zmartwychwstaniu. Na pewno jednak, w czasie tych ukazań, Pan mocą swoich słów usunął z ich serc bojaźń i strach przed nieznaną dotąd rzeczywistością swego zmartwychwstania. A skoro słyszymy o ich zdumieniu i radości, możemy powiedzieć, że Jezus na pewno przywrócił im też nieograniczoną nadzieję, przemienił ich i dał, tak jak nam dzisiaj, moc bycia Jego świadkami, po wszystkie dni, aż do skończenia świata!

Jesteśmy wreszcie świadkami tej właśnie przemiany, bo

Słowo Boże ukazuje nam również przemienionego Piotra, który z lękliwego rybaka, co zaparł się Jezusa, stał się w pełnym tego słowa znaczeniu apostołem Piotrem. On już wyciągnął wnioski ze spotkań ze Zmartwychwstałym Jezusem i dzisiaj głosi Słowo, wyjaśniając Proroków i Pisma mocą Zmartwychwstałego Pana i mocą Ducha Świętego, którego otrzymał w dniu Pięćdziesiątnicy.

Dziś – powtórzmy to – my słyszymy słowa Pisma, które Pan nam wyjaśnia i my jesteśmy świadkami tego, jak na tym ołtarzu dla nas połamie chleb. Co to dla nas – Siostry i Bracia – znaczy? Otóż wpierw musimy sobie uświadomić, że by poznać Zmartwychwstałego trzeba nie tylko słyszeć słowa Pana, co przede wszystkim ich słuchać i im uwierzyć. To jest pierwszym zadaniem każdego z nas, bo wiara rodzi się z tego, co się słyszy,3 a na tych, którzy słuchają Słowa Bożego i zawartej w nim nauki, zstępuje – jak mówią Dzieje Apostolskie – Duch Święty.4 Duch, który przenika otwarte ludzkie serca, wnosi w nie pokój Chrystusa i daje moc do dawania świadectwa.

Pytajmy więc siebie jakim jestem słuchaczem Słowa Bożego, Słowa, które zawsze jest stwórcze i skuteczne,5 i czy moja wiara, dzięki Słowu właśnie, wciąż jest żywa?

Amen.

1 Por. Łk 24, 13-24.

2 Tamże, 24, 35-48.

3 Rz 10,17.

4 Por. Dz 10,44.

5 Por. Hbr 4,12.

p.sdfootnote-western { margin-bottom: 0cm; direction: ltr; font-family: "Times New Roman", serif; font-size: 10pt; line-height: 100%; text-align: justify; orphans: 2; widows: 2; background: transparent }p.sdfootnote-cjk { margin-bottom: 0cm; direction: ltr; font-size: 10pt; line-height: 100%; text-align: justify; orphans: 2; widows: 2; background: transparent }p.sdfootnote-ctl { margin-bottom: 0cm; direction: ltr; font-size: 10pt; line-height: 100%; text-align: justify; orphans: 2; widows: 2; background: transparent }p { margin-bottom: 0.25cm; direction: ltr; line-height: 115%; text-align: justify; orphans: 2; widows: 2; background: transparent }p.western { font-family: "Times New Roman", serif; font-size: 12pt }p.cjk { font-size: 12pt }a.sdfootnoteanc { font-size: 57% }

5 Niedziela Wielkiego Postu B, 2021r.

Bracia i Siostry – dziś daleki jest nam ewangeliczny obraz rzucanego w ziemię ziarna, które musi obumrzeć, by wydać owoc. Daleki, bo chociaż to Chrystusowe ziarno jest symbolem każdego człowieka, każdego z nas, to my, współcześni Polacy coraz bardziej syci, wcale nie chcemy obumierać. Taka właśnie jest nasza dzisiejsza rzeczywistość, szczególnie pośród młodych współczesnych Europejczyków, zasadniczo dobrze ustawionych, tak że nie chcą już owocować duchem, bo bliższe są im materialne tylko owoce ludzkiej pracy z których chcą bez ograniczeń korzystać. Ale tak naprawdę jest to odwracaniem objawionego porządku, w którym Bóg zaprasza człowieka by bardziej był, stąd dla wielu, tak żyjących ludzi, wszystko zamyka się w śmiertelnie odwrotnym myśleniu, by więcej mieć niż bardziej być.

Jak bardzo przypomina to ewangeliczną sytuację opisaną przez św. Jana, gdy do apostoła Filipa przybyli nie ci, którzy w sposób naturalny dzięki cudom i znakom, których byli świadkami, winni byli w Jezusie rozpoznać posłanego im Mesjasza, ale przybyli poganie, tutaj uosabiani przez Greków. A miało to miejsce w ewangelicznym wielkim tygodniu, po uroczystym wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy, w czasie gdy już wybrzmiało wołanie „Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie, (…) Król Izraela”,[1] a wzmagało się wołanie „Ukrzyżuj! [GO] Ukrzyżuj”.[2]

Każde jednak owocowanie, a dotyczy to każdego człowieka, również, a może przede wszystkim ludzi młodych, związane jest z obumieraniem, także tym materialnym. I choć przeraża nas rozkład tego co przemija, dziś Chrystus nam powtarza te same słowa: „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity”.[3]

Co więc mamy czynić, patrząc na liczne, towarzyszące nam zagrożenia, choćby to jakim dla każdego jest pandemia; i co mamy czynić w ich kontekście, czując własne przemijanie. Co mamy wybierać? Czy nihilizm, który proponuje ludziom świat, czy życie z ponadmaterialnym i ponadczasowym celem, które oznacza jednoznaczny wybór nauki Chrystusa o ziarnie, które rzucone w ziemię obumiera i wtedy właśnie wydaje owoc. Wybór nauki, która wyrasta z Bożej obietnicy zapisanej też w proroctwie Jeremiasza, przywołanym w pierwszym czytaniu, a wypełnionej w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Tak oto Syn Boży, który dla naszego zbawienia stał się człowiekiem, umarł na krzyżu i zmartwychwstał jako pierwszy z umarłych, sam jest ziarnem z Jego przypowieści. Ziarnem rzuconym w ziemię, które obumarło i wydało owoc zmartwychwstania.

Siostry i Bracia – co wybierzemy? Przeżywamy kolejny Wielki Post, który może doprowadzić nas do ewangelicznego nawrócenia, by zmieniwszy swoje życie, razem z Chrystusem umrzeć i razem z Nim i zmartwychwstać.

Amen.



[1] J 12, 13.

[2] Tamże, 19, 6.

[3] Tamże, 12, 24.

4 Wielkiego Postu, B 2021

Bracia i Siostry – Możemy powiedzieć, że Księga Kronik, której fragment został przed chwilą odczytany, nie nastraja optymistycznie. Oto lud Boży mnoży nieprawości i coraz bardziej zapomina o Bogu i Jego prawie! A grzeszą wszyscy: naczelnicy Judy, kapłani i sam lud, „naśladując wszelkie obrzydliwości narodów pogańskich i bezczeszcząc świątynię, którą Pan poświęcił w Jerozolimie”.[1] Możemy też powiedzieć, że Izraelici żyjąc wśród wrogów religii objawionej przez Jedynego Boga, upodabniali się do nich i sami szerzyli nieprawości. Zamiast swym życiem wyznawać wiarę w Boga, postępowali tak jakby Go nie znali! I chociaż Bóg upominał swój lud, wzywając go przez kolejnych proroków do nawrócenia, naród ten pozostawał głuchy, szydząc z wysłanników Bożych. Następstwem takiego postępowania było zniewolenie, bo zło grzechu ogranicza człowieka i odbiera mu wolność. Stąd namacalną, choć też symboliczną, konsekwencją grzesznego postępowania był dla Izraela upadek państwa i siedemdziesięcioletnia niewola.

Jakże do tej biblijnej sytuacji podobne jest nasze, współczesne położenie i jak podobne są – Bracia i Siostry – przyczyny naszych zniewoleń. Przecież i nas krępuje różnorakie zło, które wciąż głębiej się zakorzenia. Wystarczy wspomnieć rozbite rodziny, ale i lekceważenie przez wielu młodych sakramentu małżeństwa; dalej: nieuczciwość, zakłamanie, korupcję, wyzysk, zabójstwa i wiele innych grzechów obok których przechodzimy obojętnie, udając że ich nie widzimy, a często wybielamy je używając tak zwanych nowoczesnych sposobów myślenia i argumentacji.

To dlatego, w tym właśnie kontekście, winniśmy usłyszeć i przyjąć istotne dla objawienia słowa św. Pawła z drugiego czytania: „Bóg będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywróci do życia”.[2] Przede wszystkim jednak winniśmy w swych sercach wyryć słowa Chrystusa z odczytanej Ewangelii: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”.[3] Jest to bowiem Boża odpowiedź na nękające nas trudności i problemy wynikające z krępującego ludzi zła. To zło, a więc i każdy, „kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione.[4] Dotykamy tutaj pradawnej symboliki światła i ciemności, objawianej przez Boga choćby w Prologu tej Ewangelii, gdzie jest mowa o Jezusie Chrystusie, przedwiecznym Słowie, które było u Boga i było Bogiem. „W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. (…). Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. (…). Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi ”.[5] Tak Bóg umiłował świat!

Amen.



[1] 2Krn 36, 14.

[2] Ef 2,4-5.

[3] J 3,16.

[4] Tamże, 3, 20.

[5] Tamże, 1, 4, 9 i 12.

3 Wielkiego Postu B 2021 r.

Bracia i Siostry – Jak bardzo aktualne i niezmienne są słowa z pierwszego czytania w których Bóg przypomina dziesięć swoich przykazań, które, ponieważ są wyrazem prawa naturalnego,[1] obowiązują wszystkich ludzi. „Ja jestem Pan, twój Bóg (...) Nie będziesz miał Bogów cudzych, Nie będziesz brał imienia, Pamiętaj, abyś dzień święty święcił, czcij ojca i matkę, nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa, nie pożądaj”.[2] Te słowa muszą nas poruszać, nie jest to bowiem prawo, które mogłoby człowieka zaskakiwać, tak jakby nie było ono mu znane. Prawo to bowiem każdy z nas może odkrywać w głębi swojego „ja”, w swojej duszy i we własnym sumieniu.

Boskie prawo, prawo naturalne – jak również je nazywamy – wpisane jest w sumienie człowieka. To dlatego Mojżesz, w sposób tak bardzo symboliczny wykuwa tekst dziesięciu przykazań na kamiennych tablicach. Kamień zawsze kojarzy się z czymś trwałym i niezniszczalnym, oznacza więc i podkreśla niezmienność boskich praw i ich trwałość. Takie jest też ludzkie sumienie dopóki nie zostanie zagłuszone złą wolą i postępowaniem wbrew niemu. Tam bowiem, we własnym wnętrzu, w prawidłowo ukształtowanym sumieniu, odkrywa człowiek niezmienny nakaz czynienia dobra i unikania zła, nakaz bycia sprawiedliwym i wiernym. I tam wreszcie przeżywa niepokój, gdy wybrawszy zło postąpił wbrew sumieniu. Tam słyszy głos potępienia niesprawiedliwości, fałszu, nieuczciwości, braku poszanowania życia i całego zła o którym chciałby zapomnieć. Sumienie człowieka jest jak mojżeszowe tablice przykazań, umieszczone w jego sercu, w ludzkiej duszy.

Tę prawdę i wyjątkowość sumienia przypomina Sobór Watykański II stwierdzając, że „W głębi sumienia człowiek odkrywa prawo, którego sam sobie nie nakłada, (…) głos wzywający go (…) do miłowania i czynienia dobra, a unikania zła (…). Człowiek bowiem ma w swym sercu wypisane przez Boga prawo, wobec którego posłuszeństwo stanowi o jego godności i według którego będzie sądzony. Sumienie jest najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa”.[3] Jak ważne to przypomnienie! Jak ważne to słowa, zwłaszcza we współczesnym świecie, w którym ludzie coraz śmielej odrzucają Boże Prawo, zastępując je własnym.

Na to wnętrze zwraca też naszą uwagę Pan Jezus, wypędzając ze świątyni handlarzy i mówiąc, w tym właśnie kontekście o świątyni swego ciała. I to te właśnie słowa stają się dziś naszym wielkopostnym zadaniem. Porządkowanie świątyń naszych ciał. Zastanówmy się więc i pomyślmy: jaką jestem świątynią? Jak wygląda moje wnętrze? I czy prawidłowo, w świetle Bożych przykazań, kształtuję własne sumienie, w którym mówi do mnie Bóg.

Amen



[1] Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, Poznań 1994, s. 477 pkt 2070 i 2071.

[2] Por. Wj. 20,1-17.

[3] KDK 16 (Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym).

2. Wielkiego Postu B, 2021

Bracia i Siostry – odczytany w pierwszym czytaniu fragment z Księgi Rodzaju jest porażający, takim przynajmniej się wydaje. Któż bowiem z nas zareagowałby inaczej, gdyby ktokolwiek zażądał od niego złożenia w ofierze własnego dziecka. Emocje jakie przeżywał Abraham stają się w tym momencie bardzo nam bliskie. Zauważmy też i to, że polecenie dane przez Boga Abrahamowi wydaje się przekreślać spełniane już Boskie obietnice, że stanie się on ojcem licznego narodu. I chociaż w żądaniu Boga nie ma bezpośrednio mowy o zabiciu Izaaka,[1] Abraham tak właśnie je rozumie i czyni wszystko, by dosłownie je wypełnić. Stąd musiał być świadomy, że wraz ze śmiercią Izaaka bezpowrotnie przepadnie nadzieja na obiecywane mu potomstwo. A jednak, mimo grozy całej tej sytuacji, Abraham nie podjął żadnej dyskusji z Bogiem, tak jak w innych sytuacjach miał to w zwyczaju.

To dlatego, domyślamy się, że postawa Abrahama była wyjątkowym owocem działania Bożej łaski, w skutek której okazał on bezgraniczne zaufanie Stwórcy. Tak oto wiara Abrahama stała się wręcz heroiczna, czyniąc go zdolnym do oddania Bogu wszystkiego. Znamy jednak cel i zakończenie tej historii, która jest fragmentem wpisanym w całą historię zbawienia, której finał zapowiada i dokumentuje Izajaszowa pieśń, opiewająca tajemniczą postać cierpiącego Sługi Pana: „Oto się powiedzie mojemu Słudze, wybije się, wywyższy i bardzo wyrośnie. (…). Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem jak ktoś, przed kim się twarz zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy go za nic. (…).Lecz On był przebity za nasze grzechy…”.[2] To prorocze ukazanie męki Chrystusa, jako figura tego wydarzenia, symbolicznie zawarte jest już w epizodzie przywołanym przez pierwsze czytanie.

Ewangelia dopełnia to objawienie ukazując przemienienie Jezusa w kontekście bliskiej już Chrystusowej męki. Jest to jedyny w całej ziemskiej działalności Pana Jezusa przykład, tak wyraźnego objawienia Jego Bóstwa. Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiają z Jezusem, są reprezentantami Prawa i Proroków, których zapowiedzi On wypełnia. W scenie tej najważniejsze natomiast są słowa padające z obłoku, będącego biblijnym symbolem obecności Boga Jahwe, w których to sam Bóg daje świadectwo o boskim pochodzeniu Jezusa i mówi wprost o przyjęciu, i wcielaniu w życie Jego nauki.

Siostry i Bracia – dziś my jesteśmy świadkami tych wydarzeń. Ofiary Abrahama, w której Izaak – powtórzmy to – stał się figurą żertwy zastępczej, ucieleśnionej w baranku ofiarnym. W ostatecznym zaś i absolutnym wymiarze jesteśmy świadkami ofiary spełnionej w passze Jezusa Chrystusa, obecnej tutaj i teraz w Eucharystii. Słyszymy też słowa samego Boga, słowa rozstrzygającego wszystko objawienia To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”.[3] Tylko czy słowom tym pozwalamy wnikać w nasze serca i poruszać je, by tak mogły nas przemieniać?

Amen.



[1] Por. Rdz 22, 2.

[2] Por. Iz 52, 13-53, 12.

[3] Mk 9, 7.

1 Wielkiego Postu B, 2021

Siostry i Bracia – pierwsze czytanie przywołuje moment zawarcia fundamentalnego przymierza Boga z człowiekiem, które miało miejsce po potopie. A sam potop jest jedną z najstarszych tradycji, obecną we wszystkich bodaj kulturach ludzkich. Naukowcy porównują około 60. relacji, pochodzących z różnych stron świata, od sumeryjsko-mezopotamskich, egipskich, perskich i greckich, po chińskie, indyjskie, a także te odkryte wśród ludów obu Ameryk, Australii i Oceanii.[1] Dziś skupiamy się na najstarszej z nich, biblijnej tradycji, w której jest mowa, że celem trwającego „na ziemi czterdzieści dni[2] potopu, było oczyszczenie świata z zepsucia grzechem i niejako jego nowe stworzenie. Liczba czterdzieści często występuje w Biblii, stąd jest liczbą symboliczną, oznaczającą czas pokuty, czas potrzebny do oczyszczenia, ale też odrodzenia się do nowego życia. Spośród wielu przykładów przywołajmy najważniejsze: Mojżesz przez czterdzieści dni i nocy przebywał na górze Synaj, by otrzymać Dekalog,[3] a gdy Izraelici podnieśli kolejny bunt przeciw Jahwe, usłyszeli boski wyrok: czterdzieści lat minie zanim ujrzą Ziemię Obiecaną.[4]

Także Pan Jezus, a mówi o tym Ewangelia, przez czterdzieści dni przebywał na pustyni przygotowując się do wypełnienia swej najważniejszej misji, jaką było zawarcie Nowego Przymierza Boga z ludzkością i zwycięstwo nad szatanem i śmiercią.

W pierwszym czytaniu pojawia się też ważny znak tego po potopowego przymierza, mianowicie łuk tęczy. To jeden z najstarszych, obok drzewa życia i drzewa poznania dobra i zła,[5] symboli biblijnych, który dzisiaj, podobnie jak wcześniejsze: krzyż łamany i gwiazda betlejemska, zawłaszczany jest przez kolejną ideologię. A ten łuk tęczy jest przede wszystkim znakiem Bożej łaskawości i dobroci, będąc jednocześnie symbolem Boskiego Majestatu. To dlatego stanowi część Bożego tronu i pojawia się w wizjach Boga otrzymywanych przez proroków. Jako taki występuje również w ostatniej księdze Nowego Testamentu, w Apokalipsie św. Jana.[6] Stąd, już na najstarszych średniowiecznych malowidłach, przychodzący na Sąd Ostateczny Chrystus, jak na tronie zasiada na łuku tęczy.

Pierwsze czytanie i Ewangelię łączy fragment z Listu św. Piotra Apostoła, który jest podsumowaniem wszystkich objawianych nam dzisiaj treści. Ich bowiem owocem jest sakrament chrztu świętego, przez który wszyscy, którzy się tu gromadzimy, mamy udział w tajemnicy zbawienia, darowanego nam przez Boga w Nowym Przymierzu, zawartym w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. To także przywołanie naszych chrzcielnych zobowiązań i zadań, które wciąż stają przed nami. Po raz kolejny przypomniał nam to środowy ryt posypywania głów popiołem, połączony z wezwaniem: nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Tak więc – Bracia i Siostry – jak woła św. Paweł, odnówmy się duchem w naszym myśleniu i przyobleczmy nowego człowieka.[7]

Amen.



[1] Por. W. Bator, Religia. Encyklopedia PWN, t.8, Warszawa 2003, ss. 218-2019.

[2] Rdz 7, 17.

[3] Por. Wj 24, 18

[4] Lb 14, 33.

[5] Por. Rdz 2, 9.

[6] Por. Ap 4, 3 i 10, 1.

[7] Por. Ef 4, 23-24.

6 zwykła B, 2021

Bracia i Siostry – czytanie z Księgi Kapłańskiej, a także Ewangelia mówią o trądzie, znanej od kilku tysięcy lat chorobie zakaźnej wyniszczającej ludzi. Dlatego już w czasach Starego Testamentu sposoby postępowania z trędowatymi opisywała przywołana Księga Kapłańska, której fragment usłyszeliśmy w pierwszym czytaniu. Najczęściej też to, czy człowiek zaraził się trądem stwierdzał kapłan, a samą chorobę uważano za jedną z kar za grzechy. To dlatego trędowaty był traktowany tak, jak człowiek dotknięty nieczystością i był wyłączany ze społeczności ludzi zdrowych. Trędowaty więc, jak stanowiło prawo, „będzie miał rozerwane szaty, włosy nieuczesane, brodę zasłoniętą i będzie wołać: Nieczysty, nieczysty! (…). Będzie mieszkał w odosobnieniu”.[1]

Szybko zaczęto też porównywać trąd z grzechem, który, podobnie jak ta choroba, stopniowo ogarnia całego człowieka. W ten sposób trąd zaczął uchodzić za widzialny znak życia grzesznego i trwania w grzechu. Więcej: stał się nawet symbolem sprzeniewierzenia się Bogu.

Kiedy więc Pan Jezus uzdrawiał chorych, oczyszczając ich z trądu, objawiał tym samym, że triumfuje nad wszelką nieczystością i grzechem. W ten sposób wypełniało się też proroctwo Izajasza: „Lecz on się obarczył naszym cierpieniem, on dźwigał nasze boleści”,[2] co pieczętuje św. Mateusz, opisując liczne uzdrowienia dokonane przez Chrystusa: „On przyjął nasze słabości i dźwigał choroby”.[3]

Ewangeliczny opis uzdrowienia jednego trędowatego, który przyszedł do Jezusa, jest jednak szczególny. Zauważmy to: on przyszedł (…) i upadłszy na kolana, prosił Go <Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić>”.[4] Jakże inna to postawa i prośba od wielu naszych postaw i próśb, natrętnie kierowanych do Boga. Ile bowiem razy modląc się nie pamiętamy o naszej grzeszności i ślemy do Stwórcy, bywa bardzo stanowcze niczym rozkazy prośby, oczekując że tak musi się stać, że Bóg musi nas wysłuchać. A gdy tak się nie dzieje obrażamy się i zagniewani odwracamy się od Niego, mówiąc: po co właściwie się modlę, skoro i tak Bóg mnie nie wysłuchał. My ludzie małej wiary!

Jakże inna – powtórzmy to – jest postawa trędowatego grzesznika, który z wiarą, jak ewangeliczne ziarno gorczycy,[5] przyszedł do (…) [Jezusa] (…) i upadłszy na kolana, prosił Go <Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić>. [A Jezus], zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: <Chcę, bądź oczyszczony>. Zaraz trąd go opuścił i został oczyszczony”.[6]

Uczmy się więc – Siostry i Bracia – tej ewangelicznej postawy, promowanej mówiąc współczesnym językiem przez Chrystusa, który sam w rozmowach z Bogiem, Swoim Ojcem wielokrotnie powtarzał: „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty [niech się stanie!]”.[7]

Amen.



[1] Kpł 13, 45-46.

[2] Iz 54, 3.

[3] Mt 8, 17.

[4] Mk 1, 40.

[5] Por. Mt 17, 20.

[6] Mk 1, 40-42.

[7] Mt 26, 39.

5 Niedziela zwykła B, 2021

Dzień Seminarium Gdańskiego

Bracia i Siostry – Ile człowieczego bólu jest w wypowiedzianych przez Hioba słowach! I nie chodzi tu bynajmniej o ból chorego ciała i cierpienie fizyczne. Myśl Hioba jest bardziej uniwersalna i dotyczy zasadniczych spraw związanych z ludzkim istnieniem, z życiem człowieka i jego przemijaniem. Ten przecież lęk, bojaźń przed śmiercią i unicestwieniem, dosadnie wyrażają słowa „Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka?(…). Czas leci jak tkackie czółenko i przemija bez nadziei”.[1] Ile razy – Bracia i Siostry – takie same myśli wypalały naszą jaźń? Ile razy obumieraliśmy, doświadczając ciemności i braku nadziei? I jak często przeraża nas samotność tych doświadczeń, samotność choroby, starzenia się, niedołężnienia, przemijania, i samotność śmierci!

Podobne, ludzkie myśli musiały nurtować Pana Jezusa, gdy za nas i dla naszego zbawienia umierał w Ogrójcu, pocąc się krwawym potem i, gdy konając na krzyżu wołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?[2] A było tak dlatego, że Jezus Chrystus stał się we wszystkim podobny do człowieka, z wyjątkiem grzechu. Syn Boży stał się jednym z nas, by doświadczyć ludzkich cierpień, doświadczyć człowieczych pytań i wątpliwości po to, by móc je we własnej śmierci i zmartwychwstaniu przezwyciężyć. By móc objawić człowiekowi, że Bóg tak umiłował świat, iż posłał mu swojego Jedynego Syna, i że On jest Drogą, Prawdą i Życiem.[3]

To dlatego Jezus Chrystus głosił ewangelię, wołając: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.[4] To dlatego nauczał jak ten, który ma władzę,[5] dlatego „przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych (…) [a ON] uzdrowił wielu (…) i wiele złych duchów wyrzucił”,[6] dlatego też powołał i posłał światu apostołów, i wciąż posyła uczniów, bo jak obiecał jest z nimi przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.[7]

Dziś do posługi słowa i posług sakramentalnych wśród nas, przygotowują się alumni Gdańskiego Seminarium, będącego filią, czyli częścią Wydziału Teologicznego UKSW w Warszawie. Przez sześć lat studiują filozofię i teologię i odbywają formację duchową, a dwóch z nich ma dziadków w naszej parafii. Teraz trochę statystyki: od założenia tego Seminarium w 1957 roku święcenia kapłańskie przyjęło blisko 600 jego absolwentów. Wśród nich jest 3 biskupów: ks. Abp Mirosław Adamczyk – nuncjusz w Argentynie, ks. Bp. Ryszard Kasyna – biskup pelpliński i ks. Bp Zbigniew Zieliński – biskup pomocniczy archidiecezji gdańskiej; wielu do dziś pracuje w parafiach archidiecezji, a część z nich jest na misjach między innymi w: Rosji, Białorusi, na Litwie, Ukrainie, w Austrii, Francji, Niemczech, Anglii, Argentynie, Brazylia, Urugwaju, Martynice, Stanach Zjednoczonych. Dziś to każdy z nas może wesprzeć Gdańskie Seminarium modlitwą i ofiarą, przyczyniając się w ten sposób do wypełniania słów Chrystusa „żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście Pana żniwa, aby posłał robotników na żniwo swoje”.

Amen.



[1]Por. Job 7,1-2. 4 i 6.

[2] Mt 27,46.

[3] Por. J 14,6

[4] Mk 1,15.

[5] Tamże, 1,22.

[6] Por. tamże, 1, 29-39.

[7] Por. Mt 18, 20.

4 niedziela zwykła B, 2021

Bracia i Siostry — Nigdy przedtem nie zapowiadał Bóg tak uroczyście przyjścia niezwykłego proroka jak ten, o którym mówi Mojżesz w pierwszym czytaniu: „Pan Bóg twój wzbudzi proroka spośród braci twoich, podobnego do mnie (...) i włożę w jego usta moje słowa” tak, że będzie im mówił „wszystko, co rozkażę”.[1] Nigdy dotąd, bo – jak wynika z tej zapowiedzi – prorok ten będzie podobny do samego Boga.

Dzisiaj, jak słyszymy i widzimy, Ewangelia jest spełnieniem tej zapowiedzi. Przychodzi bowiem Jezus Chrystus, Którego nauczanie wzbudza podziw nie tylko dlatego, że jest głębokie i jasne, ale porywa ludzi gdyż „jeszcze nigdy nie przemówił tak człowiek”. Porywa ludzi ponieważ ONuczył ich (...) jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie”.[2] Tłumom imponowała siła i moc z jaką nauczał Jezus. Siłą imponuje się zawsze, częściej pewnie zastrasza i zniewala, ale jeśli tą siłą jest moc ducha — a tak przecież jest w wypadku Chrystusa — to ona rzeczywiście zadziwia, zastanawia i pociąga, wywołując jednocześnie w człowieku przekonanie o tym, że go zobowiązuje.

Przekonanie to i w nas– Siostry i Bracia – umacnia opowiedziana przez ewangelistę historia uwolnienia przez Jezusa opętanego człowieka. Wydarzenie to bowiem nie tylko ukazuje ogrom władzy Zbawiciela i jej niezwykłość, ale staje się jeszcze kolejną okazją do nazwania Go „Świętym Boga”. I chociaż w ten sposób Jezusa nazywa duch nieczysty, którego intencja z pewnością nie była życzliwa, to jest ono również ujawnieniem bóstwa Chrystusa. I tego właśnie uczy ta Ewangelia, ukazując Pana Jezusa jako tego, który „nawet duchom nieczystym rozkazuje i są mu posłuszne”.

Przychodzi więc do nas Chrystus jako odwieczne Słowo Boga, przychodzi jako Ten, Który ma władzę, ale – i to trzeba podkreślić – przychodzi nie po to, by zniewalać człowieka, lecz by obdarzyć go miłością samego Boga. To dlatego kieruje do nas swoje Słowo, niezależnie od tego, czy to się nam podoba, czy nie. Kieruje Słowo, bo zawsze chce dobra człowieka, chce wyzwolić go spod władzy ducha zła, który tak łatwo opanowuje ludzi, a którego ON przyszedł zwyciężyć.

Bracia i Siostry – także dzisiaj Słowo, które Bóg nam przekazuje, pomaga żyć godnie i widzieć sens tego wszystkiego, co robimy, co kochamy, i co chcemy ocalić. I choć wielu odrzuca Słowo Boga, negując wraz z nim Boże prawo zapisane w przykazaniach, my wyznajemy w nie wiarę wraz ze św. Piotrem, gdy wielu odeszło od Jezusa po objawieniu, że ON jest chlebem żywym, a kto Go spożywa choćby umarł żyć będzie na wieki. Wówczas ci, którzy odeszli i – dodajmy – wciąż odchodzą, mówili: „trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać”.[3] My – powtórzmy to – trwamy przy Jezusie Chrystusie i jak Piotr wołamy: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga”.

Amen.



[1] Por. Pwt 18, 15-20.

[2] Mk 1, 21-28.

[3] Por. J 6, 26-71.

2 niedziela zwykła B, 2021 r.

Bracia i Siostry – Ewangelia opisuje zdarzenie, które miało miejsce bezpośrednio po świadectwie jakie o Jezusie dał Jan Chrzciciel, mówiąc: „Oto Baranek Boży”. Świadectwo to było jednak tak żywe i ważne, że dwaj uczniowie Jana usłyszawszy je, poszli za Jezusem. Jednym z nich był Andrzej, brat Szymona Piotra.[1] Tak oto – możemy powiedzieć – kończy się Stare Przymierze, także dlatego, że ten który mówił o sobie, że „przyszedł chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił w Izraelu”, ujrzawszy w czasie chrztu w Jordanie objawienie Jezusa jako Chrystusa – Mesjasza, dał świadectwo, że On jest Synem Bożym.[2]

Tak oto Andrzej, idąc za Jezusem, stał się jednym z pierwszych Jego uczniów, który odkrywszy swoje powołanie pobiegł do Szymona Piotra, by podzielić się z nim radosną nowiną o znalezionym Mesjaszu i przyprowadzić go do Chrystusa. Owym drugim uczniem idącym za Jezusem był z pewnością święty Jan Apostoł, który wiele lat później spisaną przez siebie Ewangelię rozpoczął przepięknym hymnem na cześć Słowa, Które było u Boga, i Które jest Bogiem.

Otwarcie się człowieka na słowo Boga, otwarcie się takie jakie miało miejsce w przypadku Jana Chrzciciela, apostołów Andrzeja, Piotra, Jana i pozostałych uczniów. Otwarcie takie, jak w przypadku Samuela, który usłyszawszy w nocy głos Boga odpowiedział: „Mów [Panie], bo sługa Twój słucha”.[3] Odpowiedział tak, jak każdego dnia miał powtarzać oczekujący Mesjasza Izraelita: Szema Izrael – Słuchaj Izraelu. Słuchaj, a więc otwórz się na Słowo, które przychodzi stamtąd, gdzie było na początku, u Boga. Otwórz się na Słowo, Które cię stworzyło, które cię odkupiło i niczym ognisty język Ducha oświeca cię, umacnia i uświęca. Wsłuchuj się w Słowo, które – jak czytamy w liście do Hebrajczyków – „Jest żywe (...), skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, (...), zdolne osądzić pragnienia i myśli serca”.[4]

Słuchaj więc ludu Boży, słuchaj człowieku i otwórz się na Słowo, a w śmiertelnej ciszy, której tak często doświadczasz, dotrze do ciebie głos Tego, Który cię stworzył i chce cię zbawić. Dotrze do ciebie Słowo, Które stało się Ciałem i zamieszkało między nami. Słowo, które z nami trwa, bo staje się zawsze tutaj i teraz, które przychodzi tak, że widzimy je pod postacią chleba i wina, i możemy je spożyć. „Słowo [które] stało się ciałem i zamieszkało wśród nas”.[5]

Amen



[1] Por. J 1, 40.

[2] Tamże, 1,34.

[3] Por. 1 Sm 3, 11.

[4] Hebr. 4,12

[5] J 1, 14.

Chrzest Chrystusa 2021 B

Bracia i Siostry – Liturgia dzisiejszej niedzieli kontynuuje temat objawiania się Boga człowiekowi. Dziś jest to objawienie Syna Bożego w czasie chrztu w Jordanie. Dalej więc rozważamy temat Epifanii – Objawienia, zapoczątkowany w Boże Narodzenie.

W niedzielę chrztu Chrystusa, tak możemy powiedzieć, narodzenie Pana Jezusa oddaliło się już o blisko trzydzieści lat, w czasie których wiódł On życie ukryte. I ten właśnie, nazwijmy go „niejawny okres życia Jezusa” zamyka chrzest, który definitywnie kończy upodabnianie się Chrystusa do nas ludzi, we wszystkim, oprócz grzechu.[1]

Przychodzi więc Jezus nad Jordan; przychodzi tam, gdzie Jan Chrzciciel przygotowywał Mu drogę.[2] Przybywa wmieszany w tłum, aby – poddając się rytowi chrztu nawrócenia – zrównać się z grzesznikami, z tymi, którzy potrzebują zbawienia, nawrócenia i oczyszczenia.

Jezus jest więc przede wszystkim tym, którego zapowiedział prorok Izajasz. Jest Sługą Boga, który nie podnosi głosu i nie gasi knotka o nikłym płomyku.[3] Jezus jest Sługą Jahwe, który nie potępia nikogo, ale swą pokorą i wielkością serca wzywa grzeszników do nawrócenia i pokuty.

Możemy też powiedzieć, że od tego momentu rozpoczęła się publiczna działalność Pana Jezusa, w czasie której niejednokrotnie usłyszymy słowa jednoznacznie kojarzące się z przemawianiem Boga do człowieka. Od tej bowiem chwili w wystąpieniach Jezusa słyszeć będziemy słowa: „Ja jestem”,[4]a Ja wam powiadam[5] i „Zaprawdę mówię wam”.[6]

Od wydarzenia chrztu Chrystusa będącego objawieniem Jego mesjańskiej godności, zaczyna się też najstarsza, katecheza apostolska o Jezusie z Nazaretu, zawarta w zapisanych w Dziejach Apostolskich mowach św. Piotra,[7] a święty Marek, pierwszy z ewangelistów, spisaną przez siebie ewangelię rozpoczyna opisem Chrztu Jezusa właśnie!

A jest tak dlatego, że wtedy ukazał się Duch Święty, Który namaszczając Jezusa objawił, że to On właśnie jest zapowiedzianym Chrystusem – Mesjaszem, bo w Nim spełniło się proroctwo Izajasza![8] To także ewangeliczna proklamacja Boga Ojca: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!”.[9]

Ten właśnie Jezus, w Którym Bóg Ojciec daje nam życie wieczne, jest objawionym nad Jordanem Chrystusem, tym samym Chrystusem, Którego za chwilę będziemy adorować pod postacią żywego chleba, „Który zstąpił z nieba”.[10] Będziemy adorować powtarzając słowa Jana Chrzciciela: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”.[11]

Amen.



[1] Por. Flp 2,6-11.

[2] Por. Mk 1,2.

[3] Por. Iz 42,2-3.

[4] Por. J 8,24-28; Mt 14,27; Mk 6,50; J 6,20 i 41, 48-51, 8,12 i inne.

[5] Por. Mt 5,22; 5,28; 5,32; 5,34; 5,39; 5,44; 19,9; Łk 11,9; 12,8; 12,27; 16,9; i inne.

[6] Por. Mk 3,28; 9,1; 10,15; 11,23; 12,43; 13,30 i inne.

[7] Dz 2,14-26; 10,37-38.

[8] Por. Iz 42,1 i 55, 1-11.

[9] Mk 9,7.

[10] Por. J 6,32-59.

[11] J 1,29.

 

2 niedziela po Narodzeniu Pańskim.

Bracia i Siostry – I w dzisiejszą niedzielę, drugą już po Bożym Narodzeniu, otwiera się przed nami możliwość zgłębiania tej tajemnicy. Święty Paweł w drugim czytaniu mówi bowiem, że Bóg Ojciec w Chrystusie „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem”.[1] To dlatego wpatrujemy się w oblicze Maryi, by dostrzec wszystkie ludzkie cechy, które pozwolą nam, ludziom, odnaleźć się w jej niepokalanym człowieczeństwie i, konsekwentnie, w człowieczeństwie Jej Syna, Który, jak powtarzamy w wyznaniu wiary: „dla naszego zbawienia stał się człowiekiem”.

Patrzymy też na św. Józefa pragnącego zaradzić wszystkim niedogodnościom dotykającym Maryję. Józefa, który puka do różnych drzwi szukając schronienia, którego nie otrzymał. A przecież przyszedł do swoich krewnych – wujów, stryjów i kuzynów. Przyszedł do swojego miasta, bo stąd właśnie, z Betlejem pochodził. Nie było jednak dla nich miejsca.

Z całą jednak pewnością te trudności nie przysłoniły Józefowi istoty tego, co dokonało się w Betlejem. Oto Chrystus przyszedł na świat! Oto, jak mówi św. Jan w prologu spisanej przez siebie Ewangelii, „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami”.[2] Bóg w ciszy betlejemskiej nocy złożył ludzkości wyznanie swej miłości. Zsyłając swego Syna na świat objawił jak bardzo kocha człowieka!

Nie pojęli tego, co zaszło w Betlejem mieszkańcy tego miasta, nie zrozumiał Herod, który w pobliskiej Jerozolimie dojrzewał do straszliwej zbrodni. Tajemnicę Betlejem odkryli prości pasterze i poznali ją zdążający tu Mędrcy.

Tajemnica Betlejem staje dziś przed nami. My zaś, patrząc na postawy ludzi, którzy wówczas byli wokół Jezusa, łatwo dostrzegamy, że kluczem do odkrycia tej tajemnicy była ich życzliwość i prostota wiary. Oni po prostu bezgranicznie zaufali Bogu, nie targowali się z Nim, nie stawiali wymagań, jak Herod i nie byli zajęci sobą, jak mieszkańcy Betlejem. To dlatego spotkali Zbawiciela, który w tę noc się narodził, to dlatego poznali tajemnicę betlejemskiej nocy.

Także i my – Bracia i Siostry – w takim stopniu poznamy tę tajemnicę i w takim stopniu przeżyjemy Boże Narodzenie, odnajdując Chrystusa, w jakim zaufamy Bogu i otworzymy nasze serca dla Braci. Jeśli rzeczywiście przyjmiemy tę prawdę jako naukę dla nas, jeśli nawet przez krótki czas nie będziemy się zamartwiać naszymi ziemskimi sprawami, gdy choćby na moment zapomnimy o naszym dobytku, i gdy nauczymy się żyć dla innych, wtedy na nowo przeżyjemy, że i dla nas Bóg się narodził i nasze serca napełnia pokojem.

Amen


[1] Ef,1,4.

[2] J 1,14


Boże Narodzenie, 5. dzień oktawy, 29.12.2020

Niedziela Świętej Rodziny

Bracia i Siostry – wzrusza odczytana przed chwilą Ewangelia, a w niej postawa Symeona, człowieka sprawiedliwego i pobożnego, mającego nadto dar prorokowania. Symeon przez całe swe życie oczekiwał mającego się narodzić Mesjasza. W tym sensie uosabia on cały starotestamentalny lud izraelski i wyraża tęsknotę wielu pokoleń oczekujących na Mesjasza – Zbawiciela. Gdy więc zobaczył małego Jezusa, jako prorok prowadzony przez Ducha Świętego, doskonale odczytał czas w którym zaczęła się wypełniać Boża obietnica. To dlatego, nawiązując do tego, co zobaczył, wychwala w uniesieniu Boga za Jego wierność i łaskawość. Jako zaś prorok zapowiada powszechny zasięg zbawienia, odnoszący się do każdego człowieka. Wystarczy tylko, by on otworzył się na światło, które światu przyniósł Chrystus, „Światło na oświecenie pogan”.[1]

Możemy zapytać, a co widziały tylko ludzkie oczy Symeona: widziały małe, bezsilne dziecko. I pytamy dalej, a co widzą nasze oczy? Na pewno widzą zwyczajnego, ale jednocześnie niezwykłego Człowieka, który głosił przebaczenie i odpuszczenie grzechów, a nie prawo zemsty; nie pozwalał oszukiwać się pozorom dobra i życzliwości; nie dbał o bogactwa i szedł do ludzi do których nikt inny iść nie chciał; czynił też wiele znaków: uzdrawiał chorych i wskrzeszał umarłych, a na koniec, odrzucony przez ludzi sam umarł na krzyżu. Wtedy okazało się, że to dopiero początek, bo objawiło się najważniejsze: ON zmartwychwstał.

A teraz ważne pytanie, które zadajemy sobie samym: czy ja, człowiek ochrzczony i, jak sądzę w miarę pobożny, czy ja znam tego właśnie Chrystusa? Dzisiaj odpowiedź na to pytanie daje święty Jan Apostoł w odczytanym fragmencie swego 1. Listu: „Najmilsi, Po tym poznajemy, że znamy Jezusa, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. Kto mówi: <znam Go>, a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy”. A te przykazania zawierają się w jednym zdaniu Chrystusa: Miłujcie się wzajemnie jak Ja was umiłowałem.[2]

Amen


[1] Łk 2. 32.

[2] Por. J 13, 34.


Boże Narodzenie, ogólne 2020

Siostry i Bracia – tegoroczne Święta Bożego Narodzenia to głównie czas pandemicznej rzeczywistości, w której strach i rozsądkowy przymus zamykają ludzi na innych, przerywając wiele więzi. A jednak jest to także czas kiedy „ogień krzepnie”, „moc truchleje” i „ma granice Nieskończony”; to czas, w którym Chrystus, stawszy się Człowiekiem, przychodzi do ludzi, by w boskim świetle ukazać im to, czego dotąd szukali po omacku, w ciemności.

Światło i ciemność, przeciwności, których tak bardzo doświadczamy. Ten mrok jednak, to ciemność, która jaśnieje rozpraszana Światłem Bożego Narodzenia, Światłością, która w „ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła”.[1] W tym miejscu przychodzi na myśl maj 2006 r. i pielgrzymka Benedykta XVI do Polski. Była ona połączona z wizytą papieża w hitlerowskim obozie Auschwitz-Birkenau. Tej obecności towarzyszyły ciężkie, ołowiane chmury i płaczące obfitym deszczem niebo. Gdy jednak Ojciec święty wypowiedział pod ścianą śmierci słowa modlitwy, rozpoczynając je cytatem z pacierza żydowskiego rabina: „Boże gdzie byłeś, gdy to wszystko się działo”, stała się rzecz niezwykła, jakby z miejsca niebiosa udzieliły swej odpowiedzi. Nagły wiatr rozpędził owe chmury, a na niebie ukazało się słońce i wycinek łuku tęczy, łączący niebo z ziemią. Ważny jest ten wycinek tęczy, który w symbolice chrześcijańskiej oznacza wcielenie Syna Bożego. Światłość, która w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.

I jak bardzo ciepłe to Święta! Odwołując się do porządku serca, wskazują granice ludzkiego rozumu, który staje się bezsilny tam, gdzie rozpoczyna się logika Bożej Miłości, w której Bóg mówi do człowieka przez swoje ludzkie serce, które przebite na krzyżu stało się symbolem największej miłości. Święta Bożego Narodzenia zwiastują więc radość i nadchodzące zwycięstwo nad śmiercią, którego dokona narodzony Chrystusa!

Te święta dają nam – Bracia i Siostry – niepowtarzalną szansę odnalezienia Boga, a przez Niego odnalezienia siebie. Te święta dają nam moc rozwiązania naszych najgłębiej skrywanych problemów, których nie potrafiliśmy dotąd rozwiązać, a które przerastając nas, przygnębiają i przerażają nasze ludzkie serca. W te święta bowiem na nowo przemawia do nas Bóg przez Swego Narodzonego Syna, który stał się człowiekiem, zbratał się z krwią, by przezwyciężyć nasze lęki, nasze ciemności, słabości i śmierć. On, który JEST DROGĄ I PRAWDĄ I ŻYCIEM.

Wiara w narodzonego Boga. Wiara w obecność Chrystusa wśród nas! Oto – Siostry i Bracia – przesłanie tych świąt, oto przesłanie dnia narodzin Jezusa Chrystusa!

Idźmy więc i my, każdy z nas, na spotkanie z narodzonym Jezusem. Idźmy zachęceni Jego ewangelią, ale też radością i ciepłem Bożego Narodzenia. Idźmy do dzisiejszego świata, by w nim szukać Narodzonego Boga. Idźmy, bo Bóg się narodził zwiastując „na ziemi pokój ludziom w których sobie upodobał”.[2]

Amen.



[1] J 1,5.

[2] Łk 2,14

4. Adwentu, B 2020

Bracia i Siostry – Dzisiaj jesteśmy świadkami najważniejszego momentu adwentowego dramatu, w którym występują jego główne postaci: Bóg, Anioł, Dziewica Maryja, a nieco z tyłu, jakby w tle, mąż Maryi Józef. Ewangelista nie podaje zbędnych szczegółów, nie podaje daty zwiastowania, ograniczając się do stwierdzenia, że „W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja”.[1] Domyślamy się tylko, że ten szósty miesiąc, to czas miniony od poczęcia Jana Chrzciciela.

Wyjaśnić jeszcze trzeba żydowską tradycję zaślubin. Według niej, od zaręczyn do sprowadzenia małżonki do domu męża musiał upłynąć rok. W sensie jednak prawnym narzeczona była żoną. Stąd i Maryja była małżonką Józefa, choć jeszcze nie mieszkali razem.

Wróćmy jednak do rozgrywającego się dramatu. Oto zwiastowanie i chwila zastanowienia Maryi: „co miałoby znaczyć to pozdrowienie?[2]i dalej Jej refleksja nad słowami anioła: „pełna łaski”,[3] bo tak nazwał Maryję Archanioł Gabriel.

Pełna łaski – to znaczy pełna Boga, wolna od jakiegokolwiek grzechu. Potem następuje już tylko wyjaśnienie: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię, dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym”.[4] Dalej jest już tylko pełna pokory i wiary odpowiedź Maryi: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego słowa”.[5]

Tak oto Maryja przedłuża, ale i w jakimś sensie kończy cały szereg powołanych Bożych wybrańców, od Abrahama począwszy. Wśród nich w historii zbawienia, jako przodek Jezusa wymieniany jest król Dawid.

Ale w tej historii może odnaleźć się i każdy z nas, bo przecież ona i nas dotyczy, gdyż i my jesteśmy wybrani i powołani, i każdy z nas bierze udział w dramacie zbawiania człowieka przez Boga, a więc w ostatecznym adwencie, jakim jest czas naszego osobistego oczekiwania.

Jakie są więc – Bracia i Siostry – nasze odpowiedzi udzielane Bogu; jaka jest moja odpowiedź? Czy umiem zdobywać się na pokorę rozumianą jako świadomość własnej niedoskonałości? Zechciejmy pomyśleć, tak jak Maryja, co znaczy dla mnie Boże pozdrowienie i ta prawda, że Bóg przychodzi, by mnie zbawić, że mnie zaprasza do współpracy, stawiając przede mną konkretne zadania, które mogę podjąć, albo je odrzucić.

Pomyślmy dzisiaj, tak jak Maryja, co ja konkretnie zrobię: dzisiaj, jutro, za tydzień, co zrobię, by mój adwent zakończył się radością Bożego Narodzenia.

Amen.



[1] Łk 1,26-27.

[2] tamże, 1,29.

[3] tamże, 1,28.

[4] tamże, 1,35.

[5] tamże, 1,38.